Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://www.monasterujkowice.pl/books.php?b=15&c=3
Monaster w Ujkowicach » Wydawnictwa » Dusza po śmierci
okładka książki

Autor: O. Seraphim Rose
Język: polski
Format: A5

III. Pojawianie się aniołów i demonów w godzinie śmierci

W tych przeżyciach niedawno zmarłego spotykają zazwyczaj dwa anioły. Oto, jak autor "Niewiarygodnych dla wielu ale w rzeczywistości prawdziwych wydarzeń" opisuje je: "Ledwie stara pielęgniarka wypowiedziała te słowa (‘Wieczny odpoczynek i Królestwo Niebieskie...'), gdy pojawiły się przy mnie dwa anioły. Z jakiegoś powodu w jednym z nich rozpoznałem Anioła Stróża, drugi zaś był mi nieznany . (Później pobożny wędrowiec wyjaśnił mu, że był to "anioł przewodnik"). Św. Teodora, której pośmiertna droga przez powietrzne mytarstwa opisana jest w żywocie św. Bazylego Nowego (święty z X wieku, którego pamięć Cerkiew czci 26 marca), opowiada: "Gdy byłam już niemal zupełnie wyczerpana, nagle ujrzałam dwóch świetlistych Aniołów Bożych, w postaci niewyrażalnie pięknych młodzieńców. Twarze ich były jaśniejsze od słońca, spojrzenie pełne miłości, włosy ich bielały jak śnieg, wokół ich głów rozlewał się złocisty blask, połyskujące jak błyskawica szaty na wysokości piersi przepasane były na krzyż złotymi szarfami" . Św. Salwiusz, biskup Galii w VI wieku, w ten sposób opisuje swoje własne doświadczenie śmierci: "Cztery dni temu, gdy moja cela zatrzęsła się i widziałeś mnie leżącego martwym, podniesiony byłem przez dwóch Aniołów i zaniesiony na najwyższy szczyt niebios" .

Zadanie tych Aniołów polega na tym, aby odprowadzić duszę właśnie zmarłego do życia wiecznego. Zarówno w ich wyglądzie, jak i w ich działaniu nie ma nic nieokreślonego. Mają ludzki wygląd, stanowczo biorą "subtelne ciało" duszy i odprowadzają je. "Świetliści Aniołowie natychmiast wzięli moją duszę na ramiona" (św. Teodora). "Wziąwszy mnie za ramiona, aniołowie ponieśli mnie przez ścianę sali..." . Św. Salwiusz był "podniesiony przez dwóch aniołów". Istnieje wiele innych tego rodzaju przykładów.

Dlatego nie można twierdzić, że "świetlista istota" pojawiająca się we współczesnych doświadczeniach - która nie posiada widocznej formy, nie prowadzi duszy dokądkolwiek, a poprzestaje na wciąganiu jej w dialog i pokazywaniu "migawek" z czyjegoś dotychczasowego życia - jest aniołem prowadzącym do życia wiecznego. Nie każda istota, która pojawia się jako anioł jest nim w rzeczywistości, gdyż nawet sam szatan udaje Anioła światłości . A więc owe istoty nie posiadające nawet wyglądu aniołów z pewnością nimi nie są. Jak się wydaje, we współczesnych doświadczeniach "pośmiertnych" niemalże nigdy nie występują prawdziwe spotkania z aniołami. Przyczyny, dla których się tak dzieje, postaramy się wyjaśnić poniżej.

Czy nie może być tak, że "świetlista istota" jest w rzeczywistości demonem maskującym się jako "świetlisty Anioł" z celem kuszenia umierających nawet w momencie, gdy dusza opuszcza ciało? Dr Moody i inni badacze rzeczywiście zadają to pytanie, ale tylko po to, by odrzucić tę możliwość jako nie pozostającą w zgodzie z "dobrym" oddziaływaniem, jakie objawienie wywiera na umierających. Aby uniknąć wątpliwości dodajmy, że pojęcie "zła" u takich badaczy jest skrajnie naiwne. Dr Moody uważa, że "szatan zapewne powiedziałby swoim sługom, żeby kroczyli drogą nienawiści i zniszczenia" i, jak się zdaje, zupełnie nie zna literatury chrześcijańskiej, opisującej rzeczywistą naturę pokus biesowskich, niezmiennie przedstawianych ich ofiarom jako coś "dobrego".

Jakie jest wobec tego prawosławne nauczanie o biesowskich pokusach w godzinie śmierci? Św. Bazyli Wielki, interpretując słowa Psalmu Boże mój, u Ciebie szukam obrony. Bądź mi pomocą przeciwko wszystkim moim prześladowcom, i ratuj mnie, by nieprzyjaciel nie porwał mnie jak lew i nie rozszarpał, gdy nie będzie nikogo, kto by mnie ratował (Ps 7, 1-2) podaje takie wytłumaczenie: "Myślę, że mężnych Bożych bojowników , którzy przez całe swoje życie w wystarczający sposób walczyli z niewidzialnymi wrogami, gdy ujdą wszelkim ich prześladowaniom i są już przy końcu życia, książę wieku tego doświadcza, aby zatrzymać ich u siebie, jeśli znajdą się na nich rany, otrzymane w czasie walki, albo też jakieś plamy i ślady grzechu. A jeśli okażą się wolni od ran i zanieczyszczeń, to, jako niezwyciężeni, jako wolni, będą przez Chrystusa przyjęci na odpoczynek. Dlatego Prorok modli się o przyszłe i teraźniejsze życie. Tutaj mówi: bądź mi pomocą przeciwko moim prześladowcom, a tam, w czasie próby: ratuj mnie, by nieprzyjaciel nie porwał mnie jak lew. Można to usłyszeć i od samego Zbawcy, Który przed męką mówi: Nadchodzi bowiem władca tego świata, nie ma on we Mnie nic swego (J 14,30)" . W rzeczywistości nie tylko chrześcijańscy bojownicy muszą stanąć w obliczu biesowskiej próby w godzinie śmierci. Św. Jan Złotousty w swoich mowach na Ewangelię św. Mateusza żywo opisuje, co się często dzieje ze zwykłymi grzesznikami w godzinie śmierci: "Dlatego daje się słyszeć, jak wielu opowiada, że wówczas tym, którzy mają umrzeć, stają przed oczyma strachy i straszne widziadła, że nie mogąc dłużej znieść ich widoku, nawet leżąc trzęsą z wielką siłą łóżkiem, jak straszliwie spoglądają na obecnych, podczas gdy dusza kryje się wewnątrz, zwleka z odłączeniem się od ciała i nie może znieść widoku zbliżających się Aniołów. Jeśli bowiem przejmuje nas dreszcz na widok strasznych ludzi, to jakiegoż uczucia będziemy doznawać na widok groźnych aniołów i straszliwych mocy, gdy będą duszę odrywać od ciała i wlec, gdy nadaremnie i bezskutecznie będzie ona rozwodzić liczne żale?" .

W prawosławnych Żywotach Świętych można znaleźć liczne relacje z tego rodzaju biesowskich widowisk pojawiających się w godzinie śmierci, zwykle z celem przestraszenia umierającej osoby i wprowadzenia jej w rozpacz co do możliwości własnego zbawienia. Na przykład św. Grzegorz w swoich Dialogach opowiada o pewnym bogatym człowieku, który był niewolnikiem licznych namiętności: "Tuż przed tym, jak jego dusza miała wychodzić z ciała, ujrzał otwartymi oczyma czarne i ohydne duchy, które stały przed nim gotowe wziąć jego duszę i odwieść do głębin piekła... Zebrała się wokół niego, z płaczem i drżeniem, cała rodzina. Domownicy nie mogąc zobaczyć złych duchów, z powodu których tak strasznie cierpiał, o ich obecności dowiedzieli się z jego słów, bladości i drżenia. Ze śmiertelnego przerażenia przed ich straszliwymi twarzami rzucał się na łożu to w jedną, to w drugą stronę... Zamęczony przez nie do granic wytrzymałości, nie mogąc się od nich uwolnić, wpadł w rozpacz i zaczął głośno krzyczeć: ‘Dajcie mi czas do rana! Poczekajcie chociaż do rana!' Z tym krzykiem umarł" . Św. Grzegorz opowiada o innych wypadkach tego rodzaju, podobnie jak Beda w swojej History of the English Church and People . Nawet w XIX-wiecznej Ameryce takie doświadczenia wcale nie były rzadkością; ostatnio wydana antologia zawiera opisy szeregu wizji, mających miejsce w XIX wieku, na łożu śmierci grzeszników, którzy nie pokajali się za własne grzechy i nie nawrócili się, z takimi tytułami jak: "Jestem w płomieniach - wyciągnijcie mnie!", "Och, ratunku! Ciągną mnie w dół!", "Idę do piekła!" i "Idzie diabeł, aby zaciągnąć moją duszę do piekła!" .

Jednakże dr Moody nie odnotowuje zupełnie niczego w tym rodzaju; wszystkie wręcz doświadczenia umierających w jego książce (z wartym podkreślenia wyjątkiem samobójstw) są przyjemne, niezależnie od tego, czy dotyczy to chrześcijan, czy nie-chrześcijan, ludzi religijnych czy nie. Z drugiej strony, Osis i Haraldsson znaleźli w swoich badaniach coś niezbyt dalekiego od tego doświadczenia.

Badacze ci doszli w swoich amerykańskich badaniach do tych samych rezultatów, co dr Moody. Pojawienie się gości z innego świata widziane jest jako coś pozytywnego, pacjent akceptuje śmierć, przeżycie jest przyjemne, przynosi przed śmiercią pogodę, uniesienie i często powoduje ustanie bólu. Jednakże w indyjskich badaniach dokładnie jedna trzecia pacjentów mających objawienia przeżyło strach, depresję i niepokój z powodu pojawienia się "jamdutów" (hinduskich posłańców śmierci) lub innych istot. Hindusi owi starali się opierać lub uciec wysłannikom z innego świata. I tak w jednej z relacji, hinduski pracownik biurowy w czasie śmierci mówił: "‘Ktoś tam stoi! Ma ze sobą wóz - to na pewno jamdut! Pewnie kogoś ze sobą bierze. Mówi, że chce mnie wziąć ze sobą!... Trzymajcie mnie! Nie idę!' Po zwiększeniu się bólu umarł" . Pewien umierający Hindus "nagle powiedział: ‘Jamdut nadchodzi aby mnie zabrać. Ściągnijcie mnie z łóżka, żeby jamdut mnie nie znalazł'. Wskazał na zewnątrz i wzwyż. ‘Tam jest'. Szpital był na parterze. Na zewnątrz, przy ścianie budynku, stało wielkie drzewo, na gałęziach którego siedziało mnóstwo wron. Dokładnie w tym momencie, gdy pacjent miał ową wizję, wszystkie wrony nagle odleciały z drzewa z wielkim hałasem, jak gdyby ktoś wystrzelił z pistoletu. W wielkim zaskoczeniu wybiegliśmy na zewnątrz przez otwarte drzwi pokoju, ale nie znaleźliśmy niczego, co mogłoby spłoszyć wrony. Z reguły były spokojne, więc my wszyscy obecni dobrze zapamiętaliśmy to, że wrony wzleciały z wielką wrzawą, dokładnie wtedy, gdy chory miał swoją wizję. To było tak, jak gdyby i one uświadomiły sobie coś okropnego. Jak tylko się to stało, pacjent wpadł w śpiączkę i kilka minut później zmarł" . Niektóre "jamduty" mają straszny wygląd i powodują jeszcze większe przerażenie umierających.

Stanowi to najbardziej uderzającą różnicę pomiędzy amerykańskimi i indyjskimi doświadczeniami śmierci opisanymi w studium Osisa i Haraldssona, lecz autorzy nie umieją podać tutaj żadnego wyjaśnienia. Można oczywiście zapytać: dlaczego współczesne amerykańskie doświadczenie jest niemal zupełnie pozbawione pewnego elementu - mianowicie strachu przed przerażającymi objawieniami z innego świata - tak powszechnego zarówno w dawnym doświadczeniu chrześcijańskim, jak i we współczesnym indyjskim?

Nie musimy dokładnie definiować natury objawień u osób umierających, by zrozumieć, że, jak to już widzieliśmy, do pewnego stopnia zależą one od tego, czego umierający oczekuje lub co jest gotów ujrzeć. Dlatego chrześcijanie minionych wieków, mający żywą wiarę w piekło, których przy końcu życia oskarżało sumienie, często przy śmierci widywali demony. Dzisiejsi Hindusi, którzy są oczywiście bardziej "prymitywni" w swoich wierzeniach i rozumieniu niż Amerykanie, często widzą istoty odpowiadające ich wciąż bardzo realnemu strachowi, który mają wobec życia po śmierci. Natomiast współcześni Amerykanie ze swoimi "oświeconymi" poglądami, widzą objawienia pozostające w harmonii z ich "wygodnym" życiem i wierzeniami, które w zasadzie nie zawierają zbyt realnego strachu przed piekłem, czy świadomości istnienia demonów.

Obiektywnie rzecz biorąc, same demony podsuwają pokusy harmonizujące ze stanem duchowym lub oczekiwaniami kuszonych. Tym, którzy boją się piekła, demony mogą ukazywać się w strasznej postaci, aby osoba umierała w stanie rozpaczy; ale tym, którzy nie wierzą w piekło (lub protestantom, którzy wierzą, że są niezawodnie "zbawieni" i dlatego nie muszą się bać piekła) demony będą oczywiście podsuwały pokusy w jakiejś innej formie, nie zdradzającej tak jasno ich złych intencji. W podobny sposób demony mogą się pojawiać chrześcijańskim bojownikom , którzy już wiele wycierpieli, w takiej postaci, aby ich raczej zwieść, a nie zastraszyć.

Dobrym przykładem tego ostatniego rodzaju pokus biesowskich są pokusy, które otoczyły podczas śmierci św. Maurę, męczennicę z III wieku. Po tym, jak wraz ze swoim mężem, św. Tymoteuszem, krzyżowano ją przez dziewięć dni, była kuszona przez diabła. W Żywocie tych świętych czytamy, jak sama św. Maura opisywała swoje pokusy mężowi i współmęczennikowi:

"Odwagi, bracie, odgoń od siebie sen. Bądź czujny i wiedz, co widziałam. Wydawało mi się, gdy byłam w czymś w rodzaju ekstazy, że stał przede mną człowiek z filiżanką w ręku, napełnioną mlekiem i miodem. Powiedział do mnie: ‘Weź to i pij'. Lecz ja go zapytałam: ‘Kim jesteś?'. A on odpowiedział: ‘Aniołem Bożym'. Wtedy powiedziałam do niego: ‘Pomódlmy się do Boga'. Odpowiedział: ‘Przybyłem do ciebie, aby złagodzić twoje cierpienia. Ujrzałem, że bardzo pragniesz jeść i pić, gdyż bardzo długo niczego nie jadłaś.' Wtedy mu powiedziałam: ‘Któż cię pobudził, by okazać mi tę łaskę? I co ci do mojej cierpliwości i postu? Czyż nie wiesz, że Bóg ma moc, aby uczynić i to, co niemożliwe dla człowieka?' Kiedy się modliłam ujrzałam, że człowiek ten odwrócił twarz ku zachodowi. Z tego zrozumiałam, że był to szatański podstęp; szatan chciał nas kusić nawet na krzyżu. Wkrótce potem wizja znikła.

Potem podszedł do mnie następny człowiek i zdawało mi się, że przywiódł mnie nad rzekę mlekiem i miodem płynącą i powiedział do mnie: ‘Pij'. Ale ja odparłam: ‘Już ci mówiłam, że nie będę piła wody, ani żadnego innego ziemskiego napoju, dopóki nie wypiję czaszy śmierci za Chrystusa mojego Boga, którą On Sam dla mnie zmiesza ze zbawieniem i nieśmiertelnością życia wiecznego'. Gdy to powiedziałam, człowiek napił się z rzeki i nagle znikł on sam, a z nim i rzeka" . Po raz trzeci św. Maurze pojawił się prawdziwy Anioł; opis będziemy przytaczać w dalszej części książki. Tutaj widać już jasno, jaką ostrożność przejawiają prawdziwi chrześcijanie wobec przyjmowania "objawień" w godzinie śmierci.

Tak więc godzina śmierci jest rzeczywiście czasem pokusy biesowskiej i "doświadczenia duchowe", jakie mają w tym czasie ludzie (nawet, gdy się wydaje, że są już "po śmierci" - będziemy jeszcze o tym mówić) muszą być ocenione w świetle tych samych kryteriów nauki chrześcijańskiej, co inne "doświadczenia duchowe". Również "duchy", które można napotkać w tym czasie powinny być poddane uniwersalnemu testowi, który św. Apostoł Jan wyraża słowami: Doświadczajcie duchów, jeśli z Boga są, bo wiele fałszywych proroków wyszło na świat .

Niektórzy z krytyków współczesnych doświadczeń "pośmiertnych" wskazywali już na podobieństwo "świetlistej istoty" do "duchów prowadzących" i "duchów przyjaciół" mediumistycznego spirytyzmu. Spójrzmy więc pokrótce na nauczanie spirytystyczne tam, gdzie mówi ono o "świetlistych istotach" i ich przesłaniach. Pewien typowy tekst spirytystyczny stwierdza, że "nauka spirytystyczna jest zawsze, lub prawie zawsze zgodna z wysokimi normami moralnymi. W istocie jej wiara jest zawsze teistyczna, zawsze dostojna, ale niezbyt obchodzą ją intelektualne szczegóły zajmujące umysły Ojców soborów kościelnych" . Dalej stwierdza owa książka, że miłość jest "zasadą przewodnią" i "centralną doktryną" nauki spirytystycznej ; że od duchów otrzymywana jest "chwalebna wiedza", dzięki której spirytyści podejmują pracę misyjną rozprzestrzeniając "wiedzę, że życie po śmierci istnieje naprawdę" ; i że "zaawansowane" duchy tracą "ograniczenia" osobowości i stają się bardziej podobne do "oddziaływań" niż osób, stając się coraz bardziej "świetliste" . W rzeczywistości, spirytyści w swoich hymnach dosłownie przyzywają "świetliste istoty":

"Święci słudzy światła!

Skryci przed naszymi oczyma śmiertelnymi...

Zwiastunów świetlistych poślijcie

Wewnętrzny nasz wzrok odkryjcie" .

Fakty te są wystarczającym powodem, by nabrać podejrzeń co do "świetlistej istoty" ukazującej się w naszych czasach ludziom całkowicie nieświadomym natury i subtelności podstępów biesowskich. Podejrzenia nasze dodatkowo rosną, gdy u dr Moody'ego czytamy niektóre relacje opisujące ową istotę jako "ucieszną osobę", z "poczuciem humoru", która dostarcza umierającemu "dobrej zabawy" . Taka istota, ze swoim przesłaniem "miłości i zrozumienia" jest rzeczywiście zupełnie podobna do trywialnych i często "obdarzonych dobrym humorem" "duchów" na seansach, a te bez najmniejszych wątpliwości są demonami (o ile sam seans nie jest oszustwem).

Fakt ten sprawia, że niektórzy w ogóle odrzucają wszelkie doświadczenia "pośmiertne" jako oszustwo demonów. Autorzy pewnej książki, protestanci ewangelicy, stwierdzają: "Istnieją pewne nowe i nieznane niebezpieczeństwa w całym tym oszustwie o ‘życiu po śmierci'. Wydaje się, że jeżeli ludzie wierzący w Biblię nawet w niewielkim stopniu wierzą w opisywane przeżycia kliniczne, może to dla nich mieć poważne konsekwencje. Niejeden szczery chrześcijanin w pełni uwierzył w to, że Świetlista Istota to nikt inny, jak Jezus Chrystus i, niestety, ludzi tych można doskonale oszukiwać" . Na poparcie swojego twierdzenia autorzy książki cytują kilka godnych uwagi podobieństw pomiędzy dzisiejszymi doświadczeniami "pośmiertnymi", a doświadczeniami mediumistycznymi i okultystycznymi z niedawnej przeszłości. Poza tym wskazują na niewątpliwy fakt, że liczni badacze doświadczeń "pośmiertnych" także są zainteresowani okultyzmem, a nawet mają kontakty mediumistyczne .

W obserwacjach tych jest oczywiście dużo prawdy. Niestety, bez pełnej chrześcijańskiej nauki o życiu po śmierci nawet najlepsze intencje "ludzi wierzących w Biblię" nie chronią ich przed błędem polegającym na odrzuceniu prawdziwych doświadczeń duszy po śmierci wraz z tymi, które rzeczywiście mogą być biesowskim oszustwem. Jak to zaraz zobaczymy, sami ci ludzie są skłonni przyjmować wprowadzające w błąd doświadczenia "pośmiertne".

Osis i Haraldsson mający "rozległe i bezpośrednie doświadczenie obcowania z mediami" zauważają pewne podobieństwo pomiędzy objawieniami umierających i doświadczeniami spirytyzmu. Niemniej zauważają zasadniczą "rażącą sprzeczność" pomiędzy dwoma tymi rodzajami doświadczeń: "Zamiast kontynuacji życia przyziemnego (opisywanego przez media), ci, którzy przeżyli śmierć zdają się pogrążać w radykalnie nowym sposobie egzystencji i doświadczania" . Istotnie, rzeczywistość doświadczeń "pośmiertnych" wydaje się na ogół całkiem odmienna od rzeczywistości zwykłego mediumizmu i spirytyzmu. Ale jest to wciąż rzeczywistość, w której oszustwa i sugestie biesowskie są nie tylko możliwe, lecz należy ich oczekiwać, szczególnie w czasach ostatecznych, w których żyjemy, gdy jesteśmy świadkami wciąż nowszych i subtelniejszych pokus duchowych, a nawet znaków tak wielkich, by zwieść - o ile to możliwe - i wybranych .

Powinniśmy więc być co najmniej bardzo podejrzliwi, jeśli chodzi o "świetliste istoty" które wydają się pojawiać w momencie śmierci. Bardzo są bowiem podobne do demonów pozujących na "świetliste anioły" w celu zwiedzenia nie tylko samej umierającej osoby, lecz jeszcze bardziej tych, którym przekaże ona później ową opowieść jeśli wróci do życia (której to możliwości, oczywiście, demony są bardzo świadome).

Jednak ostateczny nasz osąd tego i innych zjawisk "pośmiertnych" będzie musiał się opierać na doktrynie, która z nich się wyłania, podanej czy to przez jakąś "istotę duchową" widzianą w momencie śmierci, czy po prostu wynikającą lub wydedukowaną ze zjawiska. Do kwestii osądu przejdziemy po tym, jak zakończymy badanie tych zjawisk samych w sobie.

Niektórzy ludzie "umarli" i powrócili do życia - zazwyczaj ci, którzy są lub stali się najbardziej "religijni" rozpoznali w napotkanej przez nich "świetlistej istocie" nie anioła, ale niewidzialną "obecność" samego Chrystusa. U ludzi tych doświadczenie to często powiązane jest z innym zjawiskiem, które dla prawosławnych chrześcijan jest, na pierwszy rzut oka, najbardziej chyba intrygującym elementem dzisiejszego doświadczenia "pośmiertnego" - z wizją "nieba".

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.