Prawosławny monaster Św. Cyryla i Metodego

http://www.monasterujkowice.pl/books.php?b=4&c=7
Monaster w Ujkowicach » Wydawnictwa » Historia Watopedzkiej Ikony
okładka książkiHistoria Watopedzkiej Ikony

Historia Watopedzkiej Ikony

w Ujkowickim monasterze

Format: A5
Ilość stron: 40

„Protest mieszkańców wsi Ujkowice przeciwko mnichom”

Ogromna nienawiść do Monasteru i mnichów budujących monaster przejawiła się w słynnym „proteście mieszkańców wsi Ujkowice przeciwko mnichom” z dnia 19 sierpnia (na Spasa) 1988 roku, w czasie obchodów tysiąclecia chrztu Rusi Kijowskiej. Trzynastu członków komitetu protestacyjnego, z których dziesięć było pochodzenia grekokatolickiego, zaczęło objeżdżać traktorami i wozami drogi Ujkowic z hasłem „Protest mieszkańców wsi Ujkowice przeciwko mnichom”. Były też polskie flagi z czarną wstążką na znak protestu i hasła umieszczone wzdłuż drogi: „Precz z mnichami”, „Nie chcemy zwaśnionej wsi”, „Uszanujcie nasze prawa”, „Nie niszczcie dorobku pokoleń”. Pisała je nauczycielka ze szkoły w Ujkowicach,   „niosąca kaganek oświaty pod wiejskie strzechy”. Były wydane też dwie uchwały komitetu protestacyjnego pełne kłamstw i oszczerstw pisanych pod adresem mnichów. Fragment jednej z nich, dzisiaj brzmiący humorystycznie, cytujemy poniżej: „Jak Krzyżacy grabią ziemie Polskie w ramach chrystianizacji, jak Wandale niszczą znaki drogowe, nie szanują naszych praw, grożą mieszkańcom Ujkowic rozbiórką domów i wywózką, mają manię ludzi wywyższonych i realizują plany z trudnego dzieciństwa, nie brali udziału w wojnie i nie zasłużyli się dla dobra Ojczyzny, zakupili gospodarstwo rolne z zamiarem budowy fabryki czekolady a potem przywdziali habity i zmienili postać rzeczy, uznano ich za osoby zbędne i nieprzydatne dla wioski, nie chcemy tu żadnych mnichów i hinduskich zaklinaczy węży”.

Dziś, z perspektywy czasu, ojcowie inaczej oceniają te wypowiedzi. W roku 1988 atmosfera w Ujkowicach nie była dla nich przyjemna, zwłaszcza, że autorami tych uchwał i zawartych w nich epitetów byli miejscowi katolicy. To oni za zgodą kurii przemyskiej kierowali całym protestem. Rano 19 sierpnia, w dniu protestu ich proboszcz wyjechał z Ujkowic na dwutygodniowy urlop. Rzucanie kamieniami, plucie i wyzywanie od żydów miało miejsce prawie przy każdym przejeździe ojców przez Ujkowice. Te prześladowania osiągnęły swoje apogeum 18 sierpnia.

W tym dniu wieczorem poinformowano ojców, że wioska szykuje na jutro protest i że będą rozwalane mury a mnisi będą wypędzeni. Dwóch bezbronnych ojców postanowiło w takiej sytuacji zwrócić się do policji o pomoc. Około godziny jedenastej w nocy udali się do Przemyśla na komisariat. Wchodząc z korytarza do dyżurki dyżurnego oficera spotkali kobietę, która właśnie stamtąd wychodziła. W drzwiach popatrzyła z uśmiechem na zmartwione twarze ojców i powiedziała po ukraińsku: „Sława Isusu Chrystu”. Nie czekając na odpowiedź powiedziała dalej: ”Chto z Bohom, tomu Boh dopomoże!” I wyszła z budynku na ulicę. Dopiero w drodze powrotnej do Monasteru, około godziny pierwszej w nocy, do ojców dotarło to duchowe przesłanie od Bogurodzicy: „Dlaczego wy mnisi szukacie obrony na policji? Przecież oddaliście mi Monaster jako ziemską własność w dniu zakupu ziemi. Dlaczego nie ufacie mi, że ja sama będę go bronić przed ludźmi, którzy chcą go zniszczyć?” W serca mnichów wypełnione smutkiem i strachem z powodu mającego się odbyć najazdu wstąpił w tym momencie Boży pokój, odwaga i świadomość obecności przy nich Włodarki Niebieskiej, Bogurodzicy. Do dziś ojcowie są święcie przekonani, że tą Kobietą spotkaną na policji w Przemyślu była sama Bogurodzica.

Rano, po świętej Liturgii, spokojnie wypełniali swoje obowiązki. W czasie najazdu stanęli we dwóch w niedokończonej bramie, gotowi na wszystko, co może się zdarzyć. Kilka traktorów z wozami zajechało drogą przed Monaster nie zatrzymując się. Na pierwszym wozie siedział kościelny jako przedstawiciel parafii rzym.-kat. z Ujkowic. Na wozach były drabiny i drągi. Na każdym z wozów siedziało po kilku mężczyzn. Trzymali też polskie flagi z czarną wstążką, które rozdawali mieszkańcom Ujkowic na znak protestu. Na widok stojących w bramie ojców czyniących na sobie znak krzyża, wielu mężczyzn odwracało twarze. Tylko jeden wypiął tyłek w ich kierunku klepiąc się w niego. Kolumna traktorów nie zatrzymała się przed Monasterem. Flagi wisiały na kilkudziesięciu domach przez cały rok, aż zostały zniszczone przez deszcze i śniegi. Na dwieście pięćdziesiąt numerów w Ujkowicach w dniu protestu wisiało na domach około 50 flag.

Wiele osób z czynnie protestujących było chrzczonych w cerkwi w Ujkowicach. Do roku 1945 w Ujkowicach było około 550 wiernych chodzących do cerkwi. W marcu 1946 roku został zabity osiemdziesięcioletni ksiądz Iwan Sorokewycz, proboszcz grekokatolicki w Ujkowicach. Po zabójstwie kapłana i jego żony, Katarzyny, mordercy rozebrali ich do naga, położyli jedno na drugim i związali drutem kolczastym. „Ściany i podłoga zalane były krwią, na podłodze leżały rozrzucone metryki cerkiewne...” - wspomina mieszkanka Ujkowic, która rano po zabójstwie oglądała tę straszliwą scenę. Zabójcy przenieśli metryki cerkiewne do Kościoła rzym.-kat., aby przez to stać się Polakami i uchronić się przed wywózką na Wschód. Tacy „Polacy” nąjgorliwiej zwalczali ojców w Ujkowicach, bo przypominały im się czasy wojenne i morderstwo kapłana. Ruiny cerkwi w Ujkowicach miały się rozsypać, a „ruska wiara” miała nigdy już nie wrócić na te ziemie. Widok dwóch kapłanów we wschodnich, mniszych szatach wywoływał bolesne wspomnienia z przeszłości i wyrzuty sumienia, przypominał o pochodzeniu religijnym i narodowym. U bardziej obciążonych zbrodniami „janczarów religijnych” – duchownych czy świeckich, rodziła się nienawiść i pragnienie wypędzenia ojców za wszelką cenę. Ojcowie wiedzieli o tym już od dawna, dlatego jedyną ich obroną przed takimi ludźmi była ufność w potęgę Bogurodzicy. Ludzie świeccy nie rozumieli źródła nienawiści do ojców. Najbardziej przykre jest to, że całą akcją, umiejętnie manipulując uczuciami ludzi zwichniętych religijnie, kierował lokalny Kościół rzym.-kat. Ludzie ci zostali specjalnie dobrani do komitetu protestacyjnego, aby zmyć „grzech ruskiego pochodzenia” i wykazać się prawdziwą lojalnością względem swojego biskupa i proboszcza.

Podczas świąt Zaśnięcia Bogurodzicy w prawosławnej parafii w Kalnikowie na obchodach tysiąclecia Chrztu Rusi, prawosławny Władyka Przemysko-Nowosądecki Adam (Dubec) powiedział do ojców Nikodema i Atanazego: „Nie wińcie ojcowie ludzi w Ujkowicach, oni naprawdę nie wiedzą, co czynią, oni nie są odpowiedzialni za ten protest. Wyście już wygrali, bo zostaliście w Ujkowicach.” Ojcowie odpowiedzieli z przekonaniem: „To nie nasza zasługa, że zostaliśmy pomimo ataków całej potęgi przeciwnika, to dzieło i zasługa Przeczystej Bogurodzicy.” Przypomniało się ojcom, co powiedział biskup Ignacy Tokarczuk w dniu pierwszej wizyty ojców w kurii przemyskiej w 1984 roku: „Jeżeli jest to dzieło Matki Bożej, to Ona wrogów zaprzęgnie i Monaster powstanie...”. Wypowiedział te słowa jako biskup, ale nie myślał widocznie o tym, że on sam stanie się pierwszym wrogiem i zapoczątkuje protest, że zabroni duchowieństwu rzym.-kat. i grekokat. z diecezji przemyskiej kontaktowania się z ojcami w Ujkowicach.

„To prawda, – mówią ojcowie – że taka postawa biskupa rzym.-kat. i duchowieństwa przemyskiego bardzo nas bolała, ale byliśmy świadomi, że Boże dzieła należy okupić cierpieniem. Prosiliśmy tylko Bogurodzicę, abyśmy wytrzymali duchowo i fizycznie na stanowisku w Ujkowicach, na którym z woli samej Bogurodzicy wypadło nam zakwitnąć i przynieść owoce”.

© Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach - monasterujkowice.pl - Wszystkie prawa zastrzeżone.